top of page

„Życie poza systemem. Historia człowieka, który nie dał się wchłonąć”

Gdy byłem małym chłopcem, miałem ambicje, z których inni się śmiali. Przez długi czas chciałem być weterynarzem, bo kochałem zwierzęta. Rozumiałem ich reakcje i każde do mnie lgnęło – nawet te, które dla innych były groźne. Matka śmiała się, mówiąc znajomym przy mnie, że wydaje mi się, że będę leczyć chomiki i ptaszki. Bzdura.

Pytałem ją, co mam zrobić po szkole podstawowej. Chciałem porozmawiać o mojej przyszłości, o ambicjach. Znowu tylko śmiech. Gdy zapytałem, do jakiej szkoły mam iść, bo chcę pisać książki, popatrzyła na mnie jak na wariata.

A potem życie zaczęło robić swoje.

Jako dorosły założyłem bractwo rycerskie. W pewnym momencie było w nim ponad czterdzieści osób. Rodzice tych dzieci przychodzili do mnie i dziękowali. Mówili, że ich dzieci się zmieniły – stały się pewniejsze siebie, zaczęły myśleć o studiach, o historii, archeologii. Byliśmy znani w Polsce i za granicą. Dziś niewielu już o tym pamięta, a niektórzy wręcz zaprzeczają, że taka grupa w ogóle istniała.

Potem przyszła praca. Jako sprzedawca sprzedawałem więcej niż inni. Rozwiązywałem problemy, które wisiały miesiącami. W jednej firmie w dwadzieścia minut sprzedałem to, co zalegało od ponad roku. I co? Zostałem zwolniony, bo zagrażałem awansowi kogoś na kierownika. Oficjalnie powiedziano mi, że „marnuję potencjał jako sprzedawca” i dlatego mnie zwalniają – żebym się nie blokował.

W firmie ubezpieczeniowo-inwestycyjnej mówili o mnie, że byłem jak wilk, który dorwał się do mięsa. Nie tylko jednak wykonywałem plan i skutecznie pozyskiwałem klientów. Uczyłem innych, choć nie byłem menadżerem. Ludzie dziękowali mi za wskazówki. W końcu za osiągniecia dostałem nagrodę i wyjazd do Brazylii. Nie pojechałem, bo chciałem lecieć z żoną, a bez niej odmówiłem. Nie byłem korporacyjny. W wynikach biłem starych agentów, ale wolałem wracać po pracy do domu, zamiast chodzić z nimi na dupy.

Gdy w 2012 roku byłem piąty w Polsce w wewnętrznych rankingach, nadal byłem „problemem”. Ostatecznie odszedłem. Miesiąc później firma przysłała mi pismo, że to oni mnie zwolnili za niewywiązywanie się z obowiązków. Za granicą w pracy trzeba było zakasać rękawy, bo nikt nie pytał o doświadczenie. Masz ręce i nogi, to zasuwaj. Mówili, że dostać kontrakt (umowę na stałe) w firmie, to cud. Jak ktoś dostał, to latami siedział w jednej firmie, żeby go nie stracić. Miałem takich kontraktów mnóstwo i rezygnowałem z nich otrzymując po chwili bez problemu kolejne.

Tak więc czy w pracy umysłowej, czy fizycznej radziłem sobie tak samo sprawnie.

Dziś piszę książki. Ci, którzy mi zaufali, pytają: „Dlaczego nie ma cię w księgarniach? Dlaczego nikt o tobie nie mówi?”. I ja sam coraz częściej zadaję sobie pytanie: co jest z tym światem?

Bo wygląda to tak, jakby:

  • za skuteczność byłem negowany,

  • za pomoc pomawiany,

  • za szczerość nazywany kłamcą,

  • za uczciwość – oszustem,

  • za bycie dobrym mężem i ojcem – zagrożeniem.

I wtedy dociera do mnie coś, co łączy wszystkie te historie w jedną całość.

System nie nagradza wartości. System nagradza użyteczność.

Nie liczy się to, czy jesteś dobry, mądry, skuteczny czy inspirujący dla innych. Liczy się to, czy pasujesz do schematu. Czy nie zagrażasz hierarchii. Czy nie pokazujesz innym, że można żyć inaczej.

Bo człowiek samodzielny jest niebezpieczny. Człowiek z kręgosłupem moralnym jest niewygodny. Człowiek, który wybiera rodzinę zamiast kariery, jest „podejrzany”. Człowiek, który nie potrzebuje aprobaty stada, burzy porządek.

I dlatego świat nie walczy z twoimi błędami – tylko z twoją niezależnością.

Najgorsze jest jednak to, że próbują wymazać twoje istnienie.

Idę więc przez życie w cieniu. Z cichymi osiągnięciami, bez fanfar, bez tytułów, bez korporacyjnych orderów. Z rodziną, która jest ważniejsza niż jakikolwiek ranking.


 
 
 

Ostatnie posty

Zobacz wszystkie
Każdy ma swoje wnioski

Życie jest zbiorem doświadczeń. Każdy z nas ma inne i inną ich ilość. Problem w komunikacji zaczyna się wtedy, gdy staramy się czyjeś doświadczenie na siłę dopasować do swojego. Ktoś dostrzega więcej,

 
 
 

Komentarze

Oceniono na 0 z 5 gwiazdek.
Nie ma jeszcze ocen

Oceń
bottom of page