Zanim nadszedł Internet, mieliśmy ogniska, blizny i nieśmiertelność.
- Adrian K
- 6 sie 2025
- 1 minut(y) czytania
Zanim świat zamknął się w ekranach telefonów. Zanim każda chwila musiała zostać udokumentowana, oceniona, skomentowana. Zanim człowiek zaczął przeglądać swoje życie w postach i relacjach… był czas, który należał tylko do nas.
Nie było lajków — była lojalność.
Nie było followersów — byli przyjaciele.
Nie było filtrów — była prawda.
I byliśmy my — młodzi, szaleni i nieśmiertelni. Czasem tak sobie wspominam i myślę…
Gdyby za czasów naszej młodości istniały Facebook, Instagram i te wszystkie aplikacje, które dziś definiują codzienność, to albo byłyby to najbardziej dzikie, autentyczne miejsca w sieci, albo nasze profile znikałyby jedno po drugim — zablokowane za szaleństwa, które wykraczały poza wszelkie ramy i regulaminy.
Bo to, co dla nas było codziennością, dziś uznano by za "zbyt niebezpieczne". Bijatyki między kumplami, filozoficzne rozmowy przy pełni księżyca, gonitwy z nożami po ciemnych osiedlach — czasem ktoś dostał w zęby, ktoś inny rozciął rękę. Ale nikt się nie żalił. Zaklejaliśmy rany plastrami i następnego dnia spotykaliśmy się jak zwykle — z piwem w ręku, z uśmiechem na twarzy, żartując z tego, co wydarzyło się poprzedniego wieczoru.
Pomagaliśmy sobie, gdy ktoś miał problem. Bez wielkich słów, bez wielkiej filozofii — po prostu nikt nie zostawał sam. To była niewypowiedziana zasada. Braterstwo. Więź, której dziś ze świecą szukać.
Nikt nie zliczy tych wszystkich ognisk rozpalanych na skraju miasta, za cmentarzem. Tych wypitych butelek alkoholu, przegadanych nocy, wielkich tematów, które poruszaliśmy, jakbyśmy mieli zbawić świat. I tych piosenek, które wrzeszczeliśmy do nieba, przekonani, że każda z nich była o nas.
Byliśmy inni. Silni. Szaleni. Niewygodni dla świata. Ale wolni. A świat? Świat należał do nas, gdy niosła nas na swoich skrzydłach nasza niebezpieczna, nieokiełznana młodość.




Gdyby człowiek tylko zechciał.zsueazyc, że jest człowiekiem, wspaniałą istotą, która do istnienia nie potrzebuję Facebooka, Instagrama i setek aplikacji, może by pojął, że takim jakim jest, warto się w niego zagłębić. Bo przecież jest, całą swoją obecnością i sercem w obecnej pokolenie stara się pędzić w nieskończoność za czymś nieuchwytnym, co tak na prawdę jest na wyciągnięcie ręki. Tylko im się nie chce zajrzeć w siebie do środka i na chwilę zatrzymać z własną refleksją na temat życia i tego, czego nie wolno w nim przegapić...