Szkolny indywidualista
- Adrian K
- 1 lut
- 1 minut(y) czytania
Gdy byłem uczniem szkoły podstawowej, nauczyciele bardzo nie lubili mojej indywidualności. Miałem inne rozwiązania i zupełnie inne odpowiedzi – również poprawne. Gdy cała klasa wybierała jedno, ja samotnie decydowałem się na coś zupełnie innego. Byłem indywidualistą i za to niektórzy nauczyciele wręcz mnie prześladowali. Nie boję się tego tak nazwać – i mówię to jeszcze bardzo delikatnie.
Co ja robiłem? Buntowałem się. Brak zrozumienia rodził złość i niechęć do dalszej nauki.
Dziś sam mam synów, którzy są jeszcze większymi indywidualistami niż ja byłem. Mieszkamy w Walii i tu dzieci chodzą do szkoły. Nauczyciele dostrzegli w nich potencjał i dzięki temu po prostu lubią się uczyć.
Gdy starszy z synów skończył szkołę, dyrektor napisał mu w podsumowaniu:
„Pamiętaj, że warto być indywidualistą.”
My też mieliśmy marzenia, które w nas zabijano. Byliśmy inteligentni, lecz zamknięci w szkolnych schematach. Pełni energii i chęci poznania świata prostowaliśmy skrzydła, które nauczyciele często próbowali nam łamać.
Tak niewielu nas rozumiało…
Wystarczyło zrozumieć.
Uczniowie to nie towar na taśmie produkcyjnej. A właśnie takim towarem niestety byliśmy w latach osiemdziesiątych w Polsce. Szkołę trzeba było przetrwać. Dosłownie.
Zawsze pomagajcie swoim dzieciom wzrastać w ich marzeniach. Słuchajcie ich cichego głosu i pomagajcie im sięgać dalej niż inni. Jeśli świat ich nie rozumie, to gdzie mają szukać zrozumienia i wsparcia, jeśli nie u swoich rodziców?
Dziecko codziennie toczy swoją niemą bitwę z oczekiwaniami świata, często nie mając żadnego wsparcia nawet u najbliższych.
Kto inny ma zmienić świat, jeśli nie ci, którzy od najmłodszych lat sięgają myślami daleko poza horyzont poznania?




Komentarze