Polskość. Jak nie dumnie nosić orła na piersi
- Adrian K
- 2 lut
- 3 minut(y) czytania
Bardzo fajnie, że tak wielu Polaków odnalazło swoje miejsce na obczyźnie. Pomimo trudności, rozłąki i tej naiwnej polskości. Bardzo dobrze, że wyrwali się z ciągu życia zawodowego w fabrykach i magazynach. Bardzo dobrze, że rozwijają swoje pasje, dokształcają się i uczą innych.
Nawet jeżeli jest to była pani sprzątaczka albo absolwentka koła gospodyń wiejskich, która studiowała szydełkowanie i krzywiznę wałka do ciasta. Dobrze, że na przerwach w pracy wpadła na pomysł zrobienia sobie kursu online za kilka funtów i teraz prowadzi seminaria „na temat” – i niekoniecznie związane z zapierdalaniem w fabryce, lecz o życiu, zarabianiu milionów i wychowywaniu czyichś dzieci.
Nigdy nie jest za późno na nowe talenty w promocyjnej cenie.
Pomimo waszych licznych nadgodzin w magazynach i na taśmie oraz pomimo setek certyfikatów „na wszystko” – różnimy się. Ja jeszcze w Polsce pracowałem w miejscach, gdzie was nie przyjęto by nawet na rozmowę kwalifikacyjną. Jesteśmy różni.
To, że nie jestem chamem w polskich gumowcach, nie znaczy, że jestem gorszym od was Polakiem. To, że nie mam w CV polskich fabryk, nie oznacza, że jestem od was gorszy.
Jesteśmy z innej gliny i różnimy się bardzo. Nie oczekuj podobnego braku etykiety ode mnie ani rozmowy na tym samym poziomie. Mam inne spojrzenie na świat i nie dam wam wygodnych odpowiedzi z emigracyjnych pogadanek na przystanku. Mam inne doświadczenia i nie udaję kogoś, kim nie jestem.
Mentalność biznesowa made in „jakoś to będzie”
A do tego ta polska mentalność biznesowa. Daj za darmo. Daj taniej. Daj na konkurs, bo potrzeba nam fantów.
Tymczasem brytyjski organizator przykładowego marketu przyjdzie, przywita się i fanty na konkurs po prostu kupi. Nie prosi, nie żebrze i nie obraża się. I tu nie chodzi o brytyjskie podejście do interesów – tylko o normalne podejście do biznesu. Takie samo miałem w Polsce i wydawało mi się, że to standard.
Później zobaczyłem Januszów biznesu w Wielkiej Brytanii. Oczywiście nie wszyscy są tacy i pośród emigracji są też ludzie poukładani i normalni. Na szczęście jest ich niewielu – i wciąż mam wiele powodów do zdziwienia i wybuchów śmiechu.
Przykład z życia (czyli tort prawdy)
Zamawiam tort dla syna na urodziny. Cena: 20 funtów – zgoda. Smak: śmietankowo-waniliowy. Na torcie figurka Spidermana.
Po dwóch tygodniach cena podskoczyła do 30 funtów – okej. W dniu odbioru okazuje się, że:
Spiderman jest wydrukowany na wafelku,
smak zupełnie inny: czekoladowo-truskawkowy,
a cena nagle… 45 funtów.
Odmówiłem odbioru i zapłaty. Mogłem zapłacić tyle – ale za dokładną realizację zamówienia, zgodnie z ofertą i zdjęciem, które mi zaproponowano. Okazało się, że zdjęcia były chyba z internetu, a cała oferta była zwyczajnie naciągana.
I co? Starsza pani obraziła się na mnie i (pomimo częstego widywania się w pracy) już nigdy się nie odezwała. . Dlaczego – bo nie chciałem dać się oszukać.
Nie było „przepraszam, moja wina”. Było: obrażanie się, milczenie i urażona duma.
Empiryczna wiedza o polskości
Takich przykładów mam cały wachlarz. Dlatego, jeśli ktoś uważa, że przesadzam, pisząc o toksycznej polskości na emigracji, to warto pamiętać, że ta wiedza nie jest z Facebooka ani z memów. Została nabyta empirycznie – portfelem, czasem i nerwami.
Problemem nie jest bieda. Nie jest ciężka praca. Nie jest emigracja.
Problemem jest mentalność:
„a może przejdzie”,
„klient i tak zapłaci”,
„jak nie zapłaci, to się obrażę”.
Najlepsze w tym wszystkim jest to, że w takich sytuacjach winny nigdy nie jest ten, kto zawalił. Winny jest zawsze ten, kto nie dał się zrobić w chuja.
I dlatego Polacy są jednym z nielicznych narodów, które potrafią zwalczać się skuteczniej niż jakikolwiek zewnętrzny wróg.
W Polsce jest dokładnie to samo. Daj się zrobić w chuja – jesteś „dobrym Polaczkiem”. Nie daj się zrobić w chuja – psy na tobie powieszą i od najgorszych wyzwą, balansując na granicy mojej cierpliwości i niechęci do grzebania w gównie.
Ale wiecie co? Żałuję jednego: że nie założyłem tych kilku spraw o zniesławienie jeszcze w Polsce, kiedy Janusze biznesu próbowali mnie wmanipulować w cudze problemy, a potem oczerniali, gdy kazałem im grzecznie wypierdalać. A teraz, moi drodzy, ci normalni Polacy, którzy doczytaliście do końca. Wiem, że macie podobne odczucia i że polski naród wielu z was poznało dopiero poza granicami kraju. Wiem, że też zastanawiacie się, czy w Polsce również jest tak źle. Ja zastanawiam się nad tym cały czas.
Myślę, że w Polsce wciąż w większości istnieje ta normalna, lecz milcząca część naszej tożsamości. Ta, która nie krzyczy, nie kombinuje i nie pcha się na afisz.
Jeżeli należysz do tej normalnej emigracji, która nie czeka i nie kalkuluje, kogo by tu znów w chuja załadować, okraść albo w inny sposób oszukać – to siadaj ze mną wygodnie i baw się dobrze, obserwując, jak polskość wystaje z gumowców tym wszystkim „ważnym Polakom” na emigracji.
Czas na abonament popcornu. 🍿




Komentarze