top of page

Polskość. Jak nie dumnie nosić orła na piersi

Bardzo fajnie, że tak wielu Polaków odnalazło swoje miejsce na obczyźnie. Pomimo trudności, rozłąki i tej naiwnej polskości. Bardzo dobrze, że wyrwali się z ciągu życia zawodowego w fabrykach i magazynach. Bardzo dobrze, że rozwijają swoje pasje, dokształcają się i uczą innych.

Nawet jeżeli jest to była pani sprzątaczka albo absolwentka koła gospodyń wiejskich, która studiowała szydełkowanie i krzywiznę wałka do ciasta. Dobrze, że na przerwach w pracy wpadła na pomysł zrobienia sobie kursu online za kilka funtów i teraz prowadzi seminaria „na temat” – i niekoniecznie związane z zapierdalaniem w fabryce, lecz o życiu, zarabianiu milionów i wychowywaniu czyichś dzieci.

Nigdy nie jest za późno na nowe talenty w promocyjnej cenie.

Pomimo waszych licznych nadgodzin w magazynach i na taśmie oraz pomimo setek certyfikatów „na wszystko” – różnimy się. Ja jeszcze w Polsce pracowałem w miejscach, gdzie was nie przyjęto by nawet na rozmowę kwalifikacyjną. Jesteśmy różni.

To, że nie jestem chamem w polskich gumowcach, nie znaczy, że jestem gorszym od was Polakiem. To, że nie mam w CV polskich fabryk, nie oznacza, że jestem od was gorszy.

Jesteśmy z innej gliny i różnimy się bardzo. Nie oczekuj podobnego braku etykiety ode mnie ani rozmowy na tym samym poziomie. Mam inne spojrzenie na świat i nie dam wam wygodnych odpowiedzi z emigracyjnych pogadanek na przystanku. Mam inne doświadczenia i nie udaję kogoś, kim nie jestem.

Mentalność biznesowa made in „jakoś to będzie”

A do tego ta polska mentalność biznesowa. Daj za darmo. Daj taniej. Daj na konkurs, bo potrzeba nam fantów.

Tymczasem brytyjski organizator przykładowego marketu przyjdzie, przywita się i fanty na konkurs po prostu kupi. Nie prosi, nie żebrze i nie obraża się. I tu nie chodzi o brytyjskie podejście do interesów – tylko o normalne podejście do biznesu. Takie samo miałem w Polsce i wydawało mi się, że to standard.

Później zobaczyłem Januszów biznesu w Wielkiej Brytanii. Oczywiście nie wszyscy są tacy i pośród emigracji są też ludzie poukładani i normalni. Na szczęście jest ich niewielu – i wciąż mam wiele powodów do zdziwienia i wybuchów śmiechu.

Przykład z życia (czyli tort prawdy)

Zamawiam tort dla syna na urodziny. Cena: 20 funtów – zgoda. Smak: śmietankowo-waniliowy. Na torcie figurka Spidermana.

Po dwóch tygodniach cena podskoczyła do 30 funtów – okej. W dniu odbioru okazuje się, że:

  • Spiderman jest wydrukowany na wafelku,

  • smak zupełnie inny: czekoladowo-truskawkowy,

  • a cena nagle… 45 funtów.

Odmówiłem odbioru i zapłaty. Mogłem zapłacić tyle – ale za dokładną realizację zamówienia, zgodnie z ofertą i zdjęciem, które mi zaproponowano. Okazało się, że zdjęcia były chyba z internetu, a cała oferta była zwyczajnie naciągana.

I co? Starsza pani obraziła się na mnie i (pomimo częstego widywania się w pracy) już nigdy się nie odezwała. . Dlaczego – bo nie chciałem dać się oszukać.

Nie było „przepraszam, moja wina”. Było: obrażanie się, milczenie i urażona duma.

Empiryczna wiedza o polskości

Takich przykładów mam cały wachlarz. Dlatego, jeśli ktoś uważa, że przesadzam, pisząc o toksycznej polskości na emigracji, to warto pamiętać, że ta wiedza nie jest z Facebooka ani z memów. Została nabyta empirycznie – portfelem, czasem i nerwami.

Problemem nie jest bieda. Nie jest ciężka praca. Nie jest emigracja.

Problemem jest mentalność:

  • „a może przejdzie”,

  • „klient i tak zapłaci”,

  • „jak nie zapłaci, to się obrażę”.

Najlepsze w tym wszystkim jest to, że w takich sytuacjach winny nigdy nie jest ten, kto zawalił. Winny jest zawsze ten, kto nie dał się zrobić w chuja.

I dlatego Polacy są jednym z nielicznych narodów, które potrafią zwalczać się skuteczniej niż jakikolwiek zewnętrzny wróg.

W Polsce jest dokładnie to samo. Daj się zrobić w chuja – jesteś „dobrym Polaczkiem”. Nie daj się zrobić w chuja – psy na tobie powieszą i od najgorszych wyzwą, balansując na granicy mojej cierpliwości i niechęci do grzebania w gównie.

Ale wiecie co? Żałuję jednego: że nie założyłem tych kilku spraw o zniesławienie jeszcze w Polsce, kiedy Janusze biznesu próbowali mnie wmanipulować w cudze problemy, a potem oczerniali, gdy kazałem im grzecznie wypierdalać. A teraz, moi drodzy, ci normalni Polacy, którzy doczytaliście do końca. Wiem, że macie podobne odczucia i że polski naród wielu z was poznało dopiero poza granicami kraju. Wiem, że też zastanawiacie się, czy w Polsce również jest tak źle. Ja zastanawiam się nad tym cały czas.

Myślę, że w Polsce wciąż w większości istnieje ta normalna, lecz milcząca część naszej tożsamości. Ta, która nie krzyczy, nie kombinuje i nie pcha się na afisz.

Jeżeli należysz do tej normalnej emigracji, która nie czeka i nie kalkuluje, kogo by tu znów w chuja załadować, okraść albo w inny sposób oszukać – to siadaj ze mną wygodnie i baw się dobrze, obserwując, jak polskość wystaje z gumowców tym wszystkim „ważnym Polakom” na emigracji.

Czas na abonament popcornu. 🍿


 
 
 

Ostatnie posty

Zobacz wszystkie
Każdy ma swoje wnioski

Życie jest zbiorem doświadczeń. Każdy z nas ma inne i inną ich ilość. Problem w komunikacji zaczyna się wtedy, gdy staramy się czyjeś doświadczenie na siłę dopasować do swojego. Ktoś dostrzega więcej,

 
 
 

Komentarze

Oceniono na 0 z 5 gwiazdek.
Nie ma jeszcze ocen

Oceń
bottom of page