top of page

Pokolenie, które przestało się bać. O szkole, przemocy i przebudzeniu rodziców.

Zauważyłem zmianę pokoleniową, która dobitnie pokazuje, jak głęboko jako naród byliśmy nauczeni życia „pod batem”. Najlepszym przykładem niech będzie szkoła. Ilu z Was miało problemy z nauczycielami? Kto dostał po głowie, linijką po dłoniach? Kto był ciągany za uszy do bólu, szarpany za włosy, upokarzany przy całej klasie?

Ilu z nas pamięta, jak nauczyciele odreagowywali swoje frustracje na uczniach? Jak rzucali złośliwościami, szydzili, obrażali? Czasem wystarczyło spojrzeć nie tak, odpowiedzieć zbyt wolno albo... w ogóle nic nie zrobić. Stawiano nas wtedy na piedestale wstydu — „popatrzcie, jak nie należy się zachowywać”. Bardzo często — niesłusznie.

Byłem tego świadkiem. I ofiarą. Jako dziecko, chłopiec, który po prostu chciał się uczyć i być sobą. A co na to rodzice? Z reguły – nic. Pojedyncze wyjątki gdzieś tam próbowały interweniować, ale w zdecydowanej większości milczeli. Ignorowali albo, co gorsza, pochwalali nauczycieli za ich „stanowczość”. Bo „mój syn taki jest, to dobrze, że ktoś go ustawił”.

W takich warunkach szkoła nie była miejscem nauki. Była placem odreagowania dla zmęczonych życiem dorosłych, którzy uczniów traktowali jak zawalidrogi. A my? Dzieci, młodzież? Przechodziliśmy przez to z cichymi traumami, które łamały nam skrzydła, zamykały serca i uczyły jednego — lęku przed autorytetem.

Nie mogliśmy liczyć na pomoc. Rodzice byli nauczeni uległości wobec każdej formy władzy — nawet jeśli ta władza raniła ich dzieci.

Dziś jest inaczej. Moje pokolenie przejęło rodzicielstwo. I coś się w nas obudziło.

Nie pozwalam na przemoc. Jakikolwiek przejaw braku profesjonalizmu ze strony nauczyciela — jestem w szkole. Nie rozmawiam z nauczycielem, tylko od razu z dyrektorem. Bo to moje dziecko. I ja jestem za nie odpowiedzialny.

Nie pozwolę, by ktokolwiek odbierał mu radość z nauki, by je zastraszał, przygniatał czy umniejszał jego wartość. Dziś jesteśmy pokoleniem bardziej świadomym. I nie zgadzamy się na metody wychowawcze, które nie mają prawa istnieć w szkole ani w żadnym innym miejscu.

Bo nauczyciel — na czas lekcji — staje się kimś więcej niż tylko pracownikiem systemu. Przez te 45 minut zastępuje rodzica. A to oznacza odpowiedzialność.

Wierzę, że kolejne pokolenie będzie jeszcze silniejsze. Jeszcze bardziej świadome. I jeszcze głośniej powie „nie”, gdy ktoś będzie próbował złamać prawa dziecka, ucznia, człowieka.

Bo to samo dotyczy także pracy. Tam też uczyli nas milczenia. Ale czasy się zmieniają. My się zmieniamy. Już nie boimy się mówić głośno, kiedy coś jest nie w porządku.

Jesteśmy pokoleniem, które wreszcie zaczęło stawiać granice.


 
 
 

Ostatnie posty

Zobacz wszystkie
Każdy ma swoje wnioski

Życie jest zbiorem doświadczeń. Każdy z nas ma inne i inną ich ilość. Problem w komunikacji zaczyna się wtedy, gdy staramy się czyjeś doświadczenie na siłę dopasować do swojego. Ktoś dostrzega więcej,

 
 
 

Komentarze

Oceniono na 0 z 5 gwiazdek.
Nie ma jeszcze ocen

Oceń
bottom of page