"Pisanie bez złudzeń – dla kogo i po co?"
- Adrian K
- 11 lut 2025
- 2 minut(y) czytania
Czasami odechciewa mi się pisać. Otrzymuję niezmiennie bardzo dobre opinie na temat moich ostatnich książek, ale już mnie to nie cieszy tak, jak kiedyś. Kolejna pochwała, kolejne miłe słowa od czytelników – a w mojej głowie pojawia się ciche, beznamiętne: i co z tego?
Próbowałem rozwijać dystrybucję moich książek w Polsce, ale napotkałem przeszkodę nie do przeskoczenia – nie jestem rezydentem. Kolejne podmioty odmawiały współpracy, zasłaniając się regulacjami i procedurami, które dla mnie, jako autora, nie miały większego sensu. Ominąłem te absurdalne zasady, publikując swoje książki na Amazonie – i zrobiłem to z myślą o polskich czytelnikach. Chciałem dać im łatwiejszy dostęp do mojej twórczości, umożliwić zakup książki w wersji papierowej lub elektronicznej, bez konieczności czekania na łaskę polskich dystrybutorów.
Okazało się jednak, że Amazon „nie smakuje” polskim czytelnikom. Dlaczego? Bo trzeba założyć konto.
Kiedyś ktoś napisał mi wręcz: "Ja już mam tak wiele kont wszędzie i nie chce mi się robić kolejnego."
Cholera jasna, wszędzie trzeba założyć konto, jeśli chce się korzystać z jakiejkolwiek usługi. Facebook? Konto. Instagram? Konto. Allegro, OLX, Empik? Konto, konto, konto. Ale Amazon? O nie, tu już jest granica nie do przekroczenia.
I tak oto stoję w miejscu, patrząc, jak moi czytelnicy wzdychają nad moimi książkami, ale nie chcą zrobić jednego prostego kroku, by po nie sięgnąć. Nie chodzi o pieniądze, nie chodzi o treść – chodzi o logowanie. I to jest moment, w którym naprawdę zaczynam się zastanawiać, czy cała ta walka ma jeszcze sens.
Co z tego, że będę nadal pisał? Co z tego, że będę kończył rozpoczęte projekty i zaczynał nowe? Co z tego, że kolejne książki ujrzą światło dzienne, skoro i tak pozostaną niezauważone przez większość?
Nigdy nie zależało mi na poklasku. Zawsze chciałem żyć w cieniu, tworzyć dla tych, którzy naprawdę szukają moich słów, a nie dla mas, które kierują się chwilową modą i tym, co aktualnie „trzeba” czytać. Pisanie było i jest moją pasją, moją drogą, darem, który – wierzę – otrzymałem od Boga. A darów nie można marnować. Staram się więc pielęgnować i rozwijać to, co mi dano, bo kim bym był, gdybym odrzucił swój talent? Kim bym był, gdybym przestał pisać tylko dlatego, że świat nie spieszy się, by moje książki zauważyć?
Kiedyś powiedziałem – a nawet napisałem – że ludzie dostrzegą moje książki dopiero po mojej śmierci. I tak właśnie się stanie. Pogodziłem się z tym. Przestałem szukać rozwiązań, możliwości, sposobów na zwrócenie uwagi tych, którzy nawet nie wiedzą o moim istnieniu. Przestałem się starać przekonywać, że warto sięgnąć po moje książki.
Nie zależy mi na chwilach pełnych fleszy i oklasków. Nie potrzebuję tłumów, które chwalą mnie dzisiaj, a jutro zapominają, bo pojawił się ktoś nowy, ktoś bardziej medialny. Wystarczy mi, że moje pisanie pozwoli mi żyć, że starczy mi na chleb. I to mi wystarczy.



Komentarze