top of page

O autorach, których można przewinąć palcem

Pozytywna recenzja.

Wysoka ocena.

Dziesiątki komentarzy: „Na pewno przeczytam”, „Dopisuję do listy”.

Mija rok. Cisza.

Mija drugi. Cisza.

Mija trzeci. Nadal cisza.

Moja książka żyła tylko w chwili recenzji.

W krótkiej literackiej iskrze.

Potem zgasła.

Nie dlatego, że była zła.

Nie dlatego, że ludzie kłamali.

Tylko dlatego, że dziś uwaga trwa krócej niż pamięć.

Kiedyś pisarz był kimś, kogo się podziwiało.

Za talent, za myśl, za język.

Za to, co potrafił stworzyć.

Dziś coraz częściej oczekuje się od autora, że pokaże: co je, co nosi, co ma w lodówce, co leży w szufladach.

Że będzie obecny nie jako twórca, ale jako produkt w opakowaniu z okienkiem.

Granica między dziełem a prywatnością się zaciera.

Szacunek ustępuje miejsca dostępności.

Tajemnica – ciągłej ekspozycji.

Autor staje się dodatkiem do własnej książki.

Czymś w rodzaju zapiekanki:

z widocznym składem, ceną i listą alergenów.

Nie wystarczy już pisać dobrze.

Trzeba się pokazywać.

Tłumaczyć. Uśmiechać. Być „blisko”.

A ja coraz częściej mam wrażenie, że świat nie chce już twórców.

Chce tylko ludzi, których da się przewinąć palcem.


 
 
 

Ostatnie posty

Zobacz wszystkie
Każdy ma swoje wnioski

Życie jest zbiorem doświadczeń. Każdy z nas ma inne i inną ich ilość. Problem w komunikacji zaczyna się wtedy, gdy staramy się czyjeś doświadczenie na siłę dopasować do swojego. Ktoś dostrzega więcej,

 
 
 

Komentarze

Oceniono na 0 z 5 gwiazdek.
Nie ma jeszcze ocen

Oceń
bottom of page