Narracja – nowe „kurwa”
- Adrian K
- 7 paź 2025
- 1 minut(y) czytania
Zauważyłem ostatnio ciekawy trend językowy. Słowo „narracja” zaczyna w naszym języku pełnić podobną funkcję emocjonalną jak słowo „kurwa”. Brzmi może śmiesznie, ale wystarczy posłuchać paru wypowiedzi w telewizji, podcaście czy na YouTubie. Jeśli w ciągu dwóch minut usłyszę narracja pięć razy, to gdzieś w środku zaczynam czuć znajome, potoczne kurwa cisnące się na usta.
Kiedyś prosty człowiek – menel, robotnik, kierowca lub ktokolwiek – używał kurwy, żeby wyrazić wszystko naraz: emocję, złość, zdziwienie albo zachwyt. Nie miał czasu ani potrzeby szukać bardziej wyrafinowanych słów. Teraz jego bardziej „elokwentny” odpowiednik używa narracji. Wypowiada ją z powagą, z takim dźwiękiem w głosie, jakby właśnie zdemaskował mechanizmy światowego spisku.
Problem w tym, że często za tą „narracją” nie kryje się nic. To pusty dźwięk, który ma dodać mówcy autorytetu. Kiedyś kurwa służyła do zagęszczenia emocji, dziś narracja zagęszcza pozory mądrości.
Słowo, które miało znaczyć „sposób opowiadania historii”, zostało przekształcone w magiczne zaklęcie. Jak ktoś nie wie, co powiedzieć – mówi narracja. Jak ktoś chce zabrzmieć głębiej, powie: „to narracja, którą nam narzucają”. Brzmi poważnie, choć często znaczy dokładnie tyle co „kurwa, nie wiem”.
I tak oto narracja stała się w języku publicznym nowym kurwa — eleganckim, uładnionym, ale w gruncie rzeczy równie pustym i emocjonalnie bezradnym.



Komentarze