Między starym a nowym światem
- Adrian K
- 10 maj
- 1 minut(y) czytania
Kiedyś myślałem, że wyjazd za granicę wiąże się z odwagą. Bo przecież zostawiamy cały dorobek naszego życia — i ten materialny, i ten społeczny. Stawiamy wszystko na jedną kartę, zaczynając od zera. To, kim byliśmy we własnym kraju, przestaje mieć znaczenie. Lata pracy, relacje, reputacja — wszystko znika w momencie przekroczenia granicy.
Ale po latach budowania szczęścia i poczucia bezpieczeństwa dla moich dzieci odkryłem coś, co wymaga jeszcze większej odwagi. Powrót do ojczyzny, której nie widziało się na oczy ponad dekadę. Zrozumiałem, że wyjazd był łatwiejszy od powrotu.
Nie ma już dawnych miejsc. Wszystko się zmieniło. Ulice nabrały koloru, a ja w pamięci wciąż noszę ich dawną szarość. Ludzie się zmienili — ja również. I choć zastanawiam się, czy moi dawni znajomi nadal okażą się znajomymi, to prawda jest taka, że mnie to już niewiele obchodzi. Przeżyłem pewnie połowę mojego życia i wiem, że człowiek nie wraca nigdy do tego samego miejsca, tylko do wspomnienia o nim.
Ale moje dzieci…
Czy one będą tam szczęśliwe?Czy odnajdą łączność z ziemią, po której chodzili ich przodkowie?Czy może należą już do innego świata, a tylko ja jestem rozdarty pomiędzy starym i nowym?




Komentarze