Końcówką w mrowisko
- Adrian K
- 24 wrz 2025
- 1 minut(y) czytania
Sprawdzają mnie.
Taka polskość.
Przez lata podpytywano mnie – za pośrednictwem czytelników – jak wydaję książki. Odpowiadałem, dzieliłem się doświadczeniem, a później… widziałem te same rozwiązania u innych. Przypadek? Być może. W końcu każdy ma prawo dojść do podobnych wniosków.
Potem redaktorzy – znów przez innych pisarzy – wyciągali ode mnie informacje o tym, gdzie i jak przeprowadzam redakcję. Mnóstwo pytań, na które zawsze odpowiadałem, bo wierzę, że warto się wspierać. A jednak, chwilę później, te same rozwiązania pojawiały się u nich.
I pytam: dlaczego nikt nie potrafi zapytać mnie wprost? Korona z głowy spadnie? Duma nie pozwala? Czy naprawdę tak trudno napisać wiadomość bez owijania w bawełnę?
Do tego dochodzi jeszcze „wypraszanie” moich książek za darmo albo kupowanie ich tylko po to, żeby sprawdzić, czy faktycznie piszę tak dobrze, jak mówią czytelnicy.
Bo dziś, niestety, nie liczy się jakość książki, tylko ilość klubów wzajemnej adoracji. Te pisarsko-czytelnicze grupy, które miałyby krzewić kulturę pisaną, często istnieją wyłącznie po to, by tworzyć małe, zamknięte kręgi znajomych. Ważne nie jest to, co się napisało – ważne, że to „nasza” napisała. Wtedy wystarczy kilka „achów i ochów” w komentarzach i już mamy gotowy sukces.
Kiedy autor spoza układu pojawia się w takiej grupie – od razu dostaje bana. Czasami zostaje, ale tylko pod warunkiem, że się nie wychyla. Jeden post o własnej książce i nagle… już go nie ma. Tak, są takie grupy na Facebooku.
A ja? Ja pozostaję sobą. Piszę dla siebie i dla moich czytelników.
Jesteś ciekaw moich rozwiązań? Napisz do mnie bezpośrednio. Nigdy nikomu nie odmówiłem rady.



Komentarze