Jak lajki niszczą kulturę: od rozrywki do literatury
- Adrian K
- 2 lut 2025
- 2 minut(y) czytania
W erze cyfrowej lajki stały się nowym miernikiem wartości. Niegdyś o jakości książki, filmu czy utworu muzycznego decydowały krytyczne analizy, głębokie refleksje i zdolność do wywoływania emocji oraz przemyśleń. Dziś dominują proste liczby – ilość polubień, udostępnień, wyświetleń. To zjawisko, choć na pierwszy rzut oka nieszkodliwe, powoli, lecz skutecznie, niszczy kulturę, spychając na margines rzeczy ambitne i wymagające.
Dominacja prostoty nad treścią
Wszystko, co ambitne i skłaniające do refleksji, z natury rzeczy trafia do mniejszego grona odbiorców. Sztuka, która wymaga od nas więcej – skupienia, analizy, zrozumienia symboli i ukrytych znaczeń – rzadko kiedy gromadzi tysiące lajków. Prosta rozrywka, oparta na szybkim efekcie "wow" lub łatwej do zrozumienia narracji, jest bardziej przystępna i... bardziej popularna.
Widać to w każdej dziedzinie kultury. Filmy o głębokiej warstwie psychologicznej, skomplikowanych relacjach czy wymagające od widza zaangażowania intelektualnego, przegrywają z blockbusterami, które oferują widowiskowe efekty specjalne i prostą fabułę. Muzyka? Utwory, które poruszają trudne tematy lub eksperymentują z formą, giną w natłoku prostych hitów o przewidywalnych tekstach i chwytliwych refrenach.
Podobnie jest z książkami. Powieści, które wymagają od czytelnika głębszego zrozumienia, cierpliwości i zdolności do interpretacji, rzadko osiągają status bestsellerów. Zamiast tego dominują lekkie, łatwe i przyjemne historie, które można "przełknąć" w jeden wieczór, nie zostawiając po sobie zbyt wielu śladów w pamięci.
Jak wydawnictwa podążają za lajkami
Ten trend nie omija także wydawnictw. Firmy, które kiedyś były strażnikami literackiej jakości, coraz częściej kierują się prostą kalkulacją: co się sprzeda? Co będzie się dobrze "klikać" w mediach społecznościowych? Co dostanie najwięcej lajków?
Książki wybitne, ale wymagające – takie, które zmuszają do refleksji, a czasem nawet wywołują dyskomfort intelektualny – nie mają łatwej drogi na rynek. Wydawnictwa boją się inwestować w tytuły, które nie wpisują się w aktualne trendy konsumpcji kultury opartej na szybkiej gratyfikacji. W efekcie wiele wartościowych dzieł nigdy nie trafia do szerokiego grona odbiorców, a potencjalnie ważne głosy twórców zostają zagłuszone przez komercyjne hity.
Niezależni twórcy – ostatni bastion jakości?
Na szczęście ten obraz nie jest całkowicie pesymistyczny. W odpowiedzi na komercjalizację rynku, rośnie liczba pisarzy niezależnych, którzy decydują się na samodzielne wydawanie swoich książek. Dzięki temu mogą omijać filtry wydawnicze i trafiać bezpośrednio do czytelników, którzy szukają czegoś więcej niż tylko kolejnej łatwej historii do przeczytania w przerwie na kawę.
Wśród tych niezależnych twórców można znaleźć prawdziwe perełki – książki bogate tematycznie, poruszające trudne zagadnienia, eksperymentujące z formą i językiem. To właśnie dzięki nim kultura wciąż oddycha, nawet jeśli głośniejsze są te dzieła, które zdobywają tysiące lajków w mediach społecznościowych.
Czy jest dla nas nadzieja?
Lajki mogą niszczyć kulturę, ale nie muszą. To, co wybieramy jako odbiorcy, ma znaczenie. Każdy z nas, sięgając po ambitniejszą książkę, wybierając film, który zmusza do myślenia, czy wspierając niezależnych twórców, staje się częścią ruchu, który stawia na jakość, a nie ilość.
Kultura nie musi być podporządkowana algorytmom. To my decydujemy, co jest dla nas wartościowe. I choć lajki mają dziś ogromną siłę, prawdziwa sztuka zawsze znajdzie swoje miejsce – nawet jeśli na początku będzie to tylko nisza.




Komentarze