Emigracja potrafi być wyrokiem, gdy trafiasz na niewłaściwych ludzi.
- Adrian K
- 2 lip
- 2 minut(y) czytania
Jak ja jestem już tym zmęczony.
Emigracja potrafi być wyrokiem, gdy trafiasz na niewłaściwych ludzi.
Pokaż, że stać cię na więcej niż inni. Otwórz firmę, miej ambicje i co? W końcu dotrą do ciebie słowa:„Kim jest ten Polak, że się wywyższa? Przyjechał sobie do nas i co sobie myśli?”
A co na to Polacy?
Pokaż, że masz ambicje, działaj, a usłyszysz:„Patrzcie, jakie panisko.”„Kombinator.”„Na fabryce mu się nie chce pracować.”
Gdy przyjechaliśmy do Anglii, Polacy pod szkołą mojego dziecka stronili od nas, bo myśleli, że nie jesteśmy Polakami. Nie zmieniło się to, gdy dowiedzieli się, że jesteśmy z Polski. Byliśmy inni, bo pochodziliśmy z innego miasta w Polsce.
Czy Polacy trzymają się razem za granicą? Nie tam, gdzie ja byłem. Polacy trzymali się swoich.
Sąsiadka, Angielka, była miła. Dała nam nawet prezent dla dziecka, które miało się urodzić. Taki zwyczaj tutaj. Później, gdy dowiedziała się, że jesteśmy z Polski, przestała się do nas odzywać i unikała nas do tego stopnia, że gdy wychodziliśmy do ogrodu, wracała do domu.
Gdy w szkole odbywał się bal, angielskie dzieci nie bawiły się z moim synem, bo był Polakiem. Polskie dzieci również się z nim nie bawiły, bo... był Polakiem. Jakim? Chciałbym to wiedzieć.
Gdy wyjechaliśmy do Walii, polskie dziecko rzucało kamieniami w nasze okna. Sąsiad Polak od lat nie odezwał się do nas ani słowem, a patrzy na nas z nienawiścią. Dlaczego?
Dowiedziałem się, że na tę dzielnicę przyjechali ludzie z jednej wioski w Polsce. Jeden sąsiad ściągał drugiego. Mam przepraszać za to, że nie przyjechałem z tej samej wioski?
Później mój starszy syn, który świetnie się uczył, został w złości nazwany przez polską koleżankę faszystą.
Przez dwa lata woziłem kobietę do pracy. Jej mąż prosił mnie, żebym odwoził ją pod same drzwi, bo bał się, że późno w nocy będzie sama wracała przez niebezpieczną dzielnicę.
Po dwóch latach firma mnie awansowała. Od tego momentu nie potrzebowała już mojej pomocy. Zaczęła za to obrażać mnie w pracy.
Na obczyźnie pomagałem każdemu, kto zwrócił się do mnie o pomoc. Razem z żoną załatwialiśmy sprawy urzędowe Polakom, którzy mimo ponad dziesięciu lat życia w Wielkiej Brytanii nie znali angielskiego.
Wielokrotnie załatwiałem też ludziom pracę. Rozmawiałem bezpośrednio z menedżerem, podawałem nazwiska i ręczyłem za tych, których polecałem. Każdy, komu chciałem pomóc, tę pracę dostał.
Gdy jednak ja potrzebowałem pomocy, najczęściej słyszałem:„Wyślij CV i poczekaj. Może ktoś się odezwie.”
Wiecie, co jest w tym wszystkim najbardziej przykre?
Więcej uprzejmości i życzliwości dostałem od Walijczyków niż od wielu Polaków na tej obczyźnie.
Nie oceniam całej polskiej emigracji. Opisuję ludzi, na których sam trafiłem, i tych, przez których wielu z nas bywa szufladkowanych jeszcze zanim ktokolwiek zdąży nas poznać.
Ja miałem po prostu bardzo złe doświadczenia.
Jeżeli trafiłeś do innego miasta, na innych ludzi i masz zupełnie inne wspomnienia, naprawdę się z tego cieszę. Chwała Ci za to.
Ja niestety poznałem zupełnie inną stronę emigracji. I właśnie o niej jest ten wpis.
To tylko okruch wspomnień. Takich historii mógłbym opowiedzieć jeszcze wiele.




Komentarze