Dlaczego jako pisarz idę pod prąd?
- Adrian K
- 4 lut 2025
- 2 minut(y) czytania
Bo prąd literacki już dawno nie jest wyznaczany przez czytelników, lecz przez wydawnictwa i ich marketingowe kalkulacje. Mam wrażenie, że współczesne targety książkowe są na siłę dopasowywane do coraz niższych oczekiwań rynku. Jeśli odbiegasz od utartych schematów, z góry jesteś skreślony. Sam fakt, że jako mężczyzna piszę o kobietach, sprawia, że dla wielu wydawców staję się niegodny uwagi. Bo co ja mogę wiedzieć o kobiecie? Jakby empatia i zdolność wcielania się w inne perspektywy była czymś zarezerwowanym wyłącznie dla wybranych.
Jako ambitny czytelnik, wychowany na literaturze sprzed ćwierć wieku, coraz częściej łapię się za głowę, sięgając po współczesne książki. Błędy stylistyczne, gramatyczne, a na początku książki – dumnie wyeksponowane nazwisko redaktora. Nie wiem, może to ja nie nadążam za zmianami? A może to standardy poszły w dół?
Nie zatrzymuję się jednak na krytyce jakości. Idę pod prąd również dlatego, że poruszam tematy dalekie od tego, co „rynkowe” i „bezpieczne”. Wydawcy oczekują, że pisarz będzie trzymał się sztywno wyznaczonej ścieżki: gatunku, tematu, targetu. Ja mieszam wszystko. Tworzę literackie koktajle, które wybuchają w rękach tych, którzy próbują je zamknąć w jedną kategorię. Dramat? „Nierynkowy, tego się już nie czyta.” Tematy społeczne? „Za kontrowersyjne, nie będzie się sprzedawać.”
Zdarza mi się celowo wysyłać książki do wydawnictw, wiedząc, że zostaną odrzucone. Bo wiem, że to, co piszę, wykracza poza ich ciasne ramy. A potem słyszę od czytelników: „Jak to możliwe, że Prawo do moralności zostało odrzucone?” Niedawno jedna z czytelniczek powiedziała, że ta książka powinna być bestsellerem w Polsce. I może powinna. Ale jak może się nim stać, skoro porusza tematy, które dla rynku są „niszowe” i „mało targetowe”?
Idę pod wiatr, bo nie boję się pisać o sprawach trudnych. W moich książkach nie unikam kontrowersji, poruszam zagadnienia niewygodne społecznie, takie, które zmuszają do refleksji i konfrontacji z własnym sumieniem. Nie idę na kompromisy, bo wierzę, że literatura powinna prowokować, poruszać, a czasem nawet boleć i wyciskać łzy prawdy.
Może to bunt, a może po prostu potrzeba pisania prawdy – tej literackiej, ale i tej ludzkiej.



Komentarze