Czy w dobie AI nadal potrzebujemy redaktorów?
- Adrian K
- 5 cze
- 1 minut(y) czytania
Mam pytanie do autorów i czytelników.
Jeżeli płacę za korektę, redakcję i cały pakiet przygotowania książki do wydania, a później w gotowym projekcie znajduję literówki, powtórzenia i niezgrabne konstrukcje zdań, to czy jest to normalne?
Kiedy po „profesjonalnej” redakcji trafiam na zdanie w rodzaju:
„Spojrzała, wzniosła spojrzenie i spojrzała w jej piękne brązowe oczy.”
to zaczynam się zastanawiać, za co właściwie zapłaciłem.
Od lat korzystam z narzędzi opartych na sztucznej inteligencji. Wyłapują literówki, błędy interpunkcyjne, powtórzenia i wiele problemów wynikających z szybkiego przelewania myśli na klawiaturę. Co więcej, robią to szybciej, taniej i często dokładniej niż człowiek.
Oczywiście dobry redaktor to coś więcej niż korektor. Potrafi spojrzeć na fabułę, logikę wydarzeń, rozwój postaci czy tempo narracji. Problem pojawia się wtedy, gdy po opłaceniu profesjonalnej usługi autor nadal znajduje błędy, które bez trudu wykrywa zwykłe narzędzie AI.
Dlatego coraz częściej zastanawiam się, czy nazwisko redaktora nadal jest wyznacznikiem jakości, czy może stało się przede wszystkim elementem marketingu i prestiżu.
Może przyszłość należy do modelu, w którym sztuczna inteligencja odpowiada za techniczną korektę tekstu, a człowiek zajmuje się tym, czego maszyna wciąż nie potrafi najlepiej — emocjami, historią i doświadczeniem czytelnika.
Jakie jest Wasze zdanie? Czy w dobie AI nazwisko redaktora nadal daje gwarancję jakości, czy liczy się już wyłącznie efekt końcowy?




Komentarze