Cena Pomocy – O Polskiej Mentalności na Emigracji i w Kraju
- Adrian K
- 22 lut 2025
- 3 minut(y) czytania
Pomaganie innym zawsze wydawało mi się czymś naturalnym. Nie zastanawiałem się, czy mi się to opłaca, czy dostanę coś w zamian. Po prostu pomagałem – czasem nawet ponosząc koszty. I co z tego miałem? Gdy ludzie, którym podałem rękę, w końcu stanęli na nogi, ogłaszali wszem i wobec, że wszystko osiągnęli sami. Jakby nigdy nie było mnie i mojej pomocy.
To nie jest jednostkowy przypadek. Widziałem to wielokrotnie – najpierw wdzięczność, później dystans, a na końcu próba umniejszenia mojego udziału. Jeszcze gorzej, gdy osoba, której pomogłem, próbowała mi zaszkodzić lub mnie zdyskredytować. W Polsce? Tak. Na emigracji? Jeszcze bardziej.
Nie jestem naiwny, wiem, że ludzie często działają z myślą o własnym interesie. Ale jest różnica między dbaniem o siebie a zawiścią. Bo niestety – zawiść to coś, co w polskiej mentalności widziałem zbyt często. Kiedy komuś się nie wiedzie, może liczyć na współczucie. Kiedy odnosi sukces, zaczynają się szepty, plotki i podważanie jego osiągnięć.
Przekonałem się o tym na własnej skórze. Gdy jeszcze mieszkałem w Polsce i odnosiłem sukcesy w dużej międzynarodowej firmie finansowej, niektórzy, którzy mnie wcześniej znali – w tym moi byli przełożeni – nie mogli tego przełknąć. „Ty? Ale ty, Adrian, w takiej pracy?” – komentowali, zaskoczeni, jakby coś im tu nie pasowało. Niby żartem, ale w ich głosie słychać było coś więcej.
Na emigracji było podobnie. Gdy napisałem „Prawo do moralności”, niektórzy sugerowali, że to niemożliwe, że to ja napisałem tę książkę. „Ty to napisałeś?” – niby niewinne pytanie, ale ubodło moją pisarską dumę. Takie słowa nigdy nie są przypadkowe, a ich autorzy zawsze kryją się za żartem lub fałszywym zdziwieniem.
Przywary, które zauważyłem:
Zawiść – zamiast cieszyć się sukcesem drugiego człowieka, często pojawia się zazdrość i chęć podkopania go.
Kłamstwo i obłuda – wielu ludzi mówi jedno, a robi drugie. Fałszywa życzliwość to niestety częsty widok.
Interesowność – pomoc istnieje, ale tylko wtedy, gdy można na niej coś zyskać. Bez korzyści trudno liczyć na wsparcie.
Hipokryzja – ludzie krytykują kogoś za coś, co sami robią. Innych oceniają surowo, ale siebie zawsze usprawiedliwią.
Brak lojalności – kiedy ktoś nie jest już potrzebny, staje się niewidzialny lub wręcz przeszkodą.
Umniejszanie zasług innych – gdy ktoś osiągnie sukces, pojawia się narracja, że „miał szczęście” albo „dostał coś za darmo”.
Działanie na szkodę własnej społeczności – zamiast wspierać swoich, ludzie często wolą im zaszkodzić, byle tylko nie byli lepsi.
Narzekanie – Polacy często skupiają się na negatywach i lubią ponarzekać, nawet jeśli wcale nie jest aż tak źle.
Brak solidarności – W sytuacjach kryzysowych potrafią się jednoczyć, ale na co dzień często brakuje im wsparcia dla siebie nawzajem.
Kombinowanie – Szukanie sposobów na ominięcie przepisów lub zdobycie czegoś „na skróty” to cecha, którą niektórzy uważają za spryt, a inni za cwaniactwo.
Pesymizm – Polacy często mają skłonność do czarnowidztwa i nie wierzą, że coś może się udać.
Brak kultury osobistej w przestrzeni publicznej – Mowa np. o przepychaniu się w kolejkach, nieustępowaniu miejsca starszym czy hałaśliwym zachowaniu.
Niepunktualność – Nie wszyscy, ale często spóźnianie się jest traktowane jako norma, zwłaszcza w nieformalnych sytuacjach.
Przesadna oszczędność (czyli „polskie cebulactwo”) – Oszczędzanie na wszystkim, nawet tam, gdzie nie ma to sensu.
Brak dystansu do siebie – Wielu Polaków łatwo się obraża i trudno im przyjąć konstruktywną krytykę.
Upór i przekonanie o własnej racji – Często każdy wie najlepiej, a dyskusja szybko zamienia się w kłótnię, zwłaszcza na tematy polityczne czy historyczne.
Na emigracji polska mentalność nie znika – wręcz przeciwnie, często się nasila. Rodacy pomagają sobie, ale tylko wtedy, gdy mają z tego korzyść. Kiedy już nie jesteś potrzebny, zostajesz zapomniany albo – co gorsza – traktowany jak wróg.
Nie raz zastanawiałem się, dlaczego tak jest. Może to narodowa trauma, może głęboko zakorzeniona rywalizacja, a może zwykły brak klasy. Niezależnie od przyczyny, nauczyłem się jednego – trzymam dystans. I nie ma wybacz.



Komentarze