top of page

Moje doświadczenia z redakcją – droga przez mękę i lekcja na przyszłość.

Moje doświadczenia z redakcją – droga przez mękę

Moje pierwsze doświadczenia związane z redakcją nie należały do najprzyjemniejszych. Już na samym początku trafiłem na aroganckiego redaktora, który za swoją pracę zażądał 6 tysięcy złotych. Nie byłoby w tym może nic dziwnego, gdyby nie fakt, że były to czasy, gdy przeciętna pensja wynosiła około 1300 zł. Na moje wątpliwości dotyczące tej kwoty odpowiedział krótko:

"Muszę z czegoś żyć."

Pomyślałem wtedy, że wielu ludzi wolałoby mieć takie „minimum utrzymania”, jakie on sobie wyznaczył. A ja? Doszedłem do wniosku, że chyba nie stać mnie na pisanie książek. Zapał, który do tej pory mnie napędzał, nagle całkowicie opadł.

Najgorsze było to, że doskonale zdawałem sobie sprawę z roli, jaką redaktor odgrywa w procesie powstawania książki. Wiedziałem, że samodzielne poprawienie wszystkich błędów i dopracowanie tekstu do perfekcji może być niezwykle trudne, jeśli nie niemożliwe. Wtedy jeszcze nie miałem pojęcia, że istnieją narzędzia i sposoby, które mogą znacząco ułatwić ten proces – a także, że jako autor mogę mieć dużo większy wpływ na jakość swojego tekstu, niż początkowo sądziłem.

Początki pełne błędów

Nie jest tajemnicą, że pierwsze kroki na drodze pisarskiej są pełne błędów – zarówno w samej twórczości, jak i w podejmowanych decyzjach. Młody autor jest pełen pasji, ale często brakuje mu wiedzy o mechanizmach rządzących rynkiem wydawniczym. Dziś, na szczęście, początkujący twórcy mają wsparcie ze strony innych autorów, którzy chętnie dzielą się swoimi doświadczeniami.

Gdy zaczynałem, sprawy wyglądały zupełnie inaczej. Nie spotykałem się ze wsparciem – przeciwnie, mierzyłem się z falą hejtu. Ludziom najwyraźniej przeszkadzało to, że chciałem iść niezależną drogą, zamiast podporządkować się tradycyjnemu rynkowi wydawniczemu.

Jakoś wszystkich bolało to, że tworzę książki poza systemem, bez „błogosławieństwa” dużego wydawnictwa.

Współpraca, która okazała się pułapką

Gdy zdecydowałem się na kolejną próbę współpracy, zleciłem profesjonalną okładkę, korektę oraz redakcję. Wszystko wydawało się dopięte na ostatni guzik. Jednak w trakcie realizacji okazało się, że nie wszystkie punkty umowy zostały wypełnione.

Mimo to, otrzymałem ponaglające wiadomości z żądaniem zapłaty pełnej kwoty. Kiedy wskazałem, że warunki umowy nie zostały spełnione, odpowiedź była krótka:

"Był czas pracy, teraz jest czas płacenia."

Nie pomogły żadne argumenty – umowa była dla nich mniej ważna niż sam fakt, że zaangażowali swój czas. Wiecie co? Zapłaciłem im.

Nie chciałem tracić energii na walkę z kimś, kto i tak nie zamierzał działać fair. Oni jednak stracili więcej – autora, który mógłby z nimi współpracować przez lata.

To jednak nie koniec tej historii.

Po pewnym czasie dowiedziałem się, że opłacona przeze mnie redaktorka nie pracowała sama. Wspierała ją inna osoba, o której nie miałem pojęcia. Gdy już zamknęliśmy współpracę, dostałem wiadomość pełną żalu – że redaktorka musiała podzielić się zarobkiem. Nie wiedziałem, czy powinienem się śmiać, czy załamywać ręce.

Szok przed publikacją

Mimo tych wszystkich perypetii, cieszyłem się, że moja książka jest już gotowa do publikacji. Wszystko było sprawdzone i zaakceptowane.

Podziękowałem redaktorom za współpracę, ale zapomniałem wycofać im dostęp do mojego tekstu w Wordzie.

Coś mnie tknęło i w ostatniej chwili postanowiłem jeszcze raz przejrzeć plik. Dobrze, że to zrobiłem.

Z przerażeniem odkryłem, że całe zakończenie mojej książki zostało zmienione – i to na jedną z propozycji redakcji, którą wcześniej odrzuciłem. Co gorsza, zmieniało ono sens całej opowieści.

Gdyby nie intuicja, mógłbym nie zauważyć tego przed publikacją.

To tylko część moich przygód z redakcją.

Cena nie świadczy o jakości

W międzyczasie dostawałem propozycje współpracy z kolejnymi redaktorami. Każdy kolejny droższy od poprzedniego, ale jednocześnie mający coraz mniejszy dorobek. Jakby to cena, a nie doświadczenie, miała świadczyć o ich wartości.

Te i inne sytuacje zmusiły mnie do poszukiwania alternatyw. Skoro „drożej” nie oznaczało „lepiej”, postanowiłem znaleźć sposób, który pozwoli mi zadbać o jakość książki bez przepłacania.


Ostatnie posty

Zobacz wszystkie

Komentarze

Oceniono na 0 z 5 gwiazdek.
Nie ma jeszcze ocen

Oceń
bottom of page